Od dawna lubię czytać kryminały. Sprawia mi przyjemność wyprzedzanie
treści kolejnych akapitów i domyślanie się na długo przed ostatnim
rozdziałem, jakie jest rozwiązanie zagadki, czyli najczęściej
znalezienie odpowiedzi na pytanie "Kto zabił?". Zdołałem się też
skutecznie rozprawić z młodzieńczą niecierpliwością, która podpowiadała
mi, aby przeskoczyć kilkadziesiąt stron i przynajmniej podejrzeć, jak
brzmi ostateczna konkluzja, a potem dopiero śledzić, którędy autor do
niej czytelnika prowadzi.
Co jednak zrobić z książką,
która pytanie "kto zabił?" ma w tytule, ale kryminałem, ani nawet
powieścią sensacyjną nie jest? Nie z powodu nieudolności autora, ale
dlatego, że wcale nie zamierzał on kryminału napisać.
Inaczej
mówiąc, co zrobić z książką Pawła Lisickiego "Kto zabił Jezusa? Prawda i
interpretacje"? Książką, o której we wprowadzeniu ks. prof. Waldemar
Chrostowski napisał, że zawartą w niej refleksję "cechuje erudycja,
wrażliwość i uczciwość". Książką, o której wspomniany duchowny już w
pierwszym zdaniu napisał, że musiała powstać, "bo jej brak stawał się
coraz bardziej dotkliwy".
Od razu zrodziło się we mnie pytanie: Dotkliwy dla kogo?
Z
pewnością nie należę do ludzi, którzy dotkliwie odczuwali brak takiej
książki. Jestem chrześcijaninem, katolikiem, księdzem i nie sądzę, aby
dla wiary, którą wyznaję i którą staram się głosić innym, szukanie
odpowiedzi na pytanie "Kto zabił Jezusa?" było czymś nie tylko
niezbędnym, ale w ogóle potrzebnym. Nie tylko dziś, w dwudziestym
pierwszym wieku od narodzenia Jezusa Chrystusa, Bożego Syna, Zbawiciela.
Być może jest ono potrzebne historykom, chociaż i w tym przypadku nie
mam pewności. Uważam, że za każdym razem, gdy formułowano na to pytanie
odpowiedź inną niż ta, którą usłyszałem jeszcze jako malec podczas
lekcji religii, a która brzmiała "Także my, każdy z nas, swoimi
grzechami, zaprowadziliśmy Jezusa na krzyż", wynikały z tego skutki
fatalne, a czasami bardzo złe i przerażające.
Niejednokrotnie
toczyłem (i wciąż toczę) w życiu spory z ludźmi, którzy spotykając się
ze złem, całą uwagę skupiali na szukaniu jego sprawcy i wymierzeniu mu
kary, a nie na naprawianiu skutków zła i znalezieniu sposobów, aby w
przyszłości popełnianie tego konkretnego zła było trudniejsze albo i
całkiem niemożliwe. Nie twierdzę, że szukanie sprawiedliwości na tym
świecie nie ma sensu. Mam jednaki pewność, że jest to zawsze
sprawiedliwość ułomna, która w dodatku raz po raz mylona jest z zemstą.
Czytanie
książki Pawła Lisickiego wymaga czasu, skupienia, uwagi. Zwłaszcza, że
ma się świadomość, iż końcowe strony, inaczej niż w kryminałach,
odpowiedzi na tytułowe pytanie nie przyniosą. Zwłaszcza, że autor pisząc
swoje dzieło przebił się przez budzącą podziw literaturę i efekty jego
pracy na kartach widać. Lektura tego naprawdę dużego, także pod względem
objętościowym, dzieła, przypomina często mozolną wędrówkę krętymi
ścieżkami, z koniecznością częstego zbaczania i zawracania. Momentami
czytelnik ma poczucie, że brnie wśród faktów, opinii, domysłów i
interpretacji bez pewności, że podjęty wysiłek ma sens. A chwile oddechu
i odpoczynku znajduje przy stwierdzeniach oczywistych, jak to, że Paweł
Apostoł nie obwiniał Rzymian o śmierć Jezusa albo że arcykapłani do
decyzji o pojmaniu Chrystusa poczuli się zmotywowani "protestem w
świątyni".
A jednak ta książka, moim zdaniem, nie jest
marnotrawstwem wysiłku, czasu, wiedzy, erudycji, wrażliwości i
uczciwości autora. Nie jest też marnotrawstwem czasu i intelektualnego
wysiłku jej lektura. Według mnie jest to dzieło, które z tej dość
specyficznej perspektywy jest ważnym traktatem o nas, ludziach. O tym, w
jaki sposób przez wieki trwała w nas kontynuacja tego, co się zaczęło
dwa tysiące lat temu w Ziemi Świętej. O tym, co z Chrystusowej, zleconej
nam do dalszego prowadzenia, misji zrozumieliśmy, a co zepchnęliśmy
gdzieś na pobocza lub w ogóle zapomnieliśmy... stukam.pl
Paweł Lisicki, Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje, Wydawnictwo m, Kraków 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz